Jak ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania?

Są tematy, które zawsze rozpalają u nas emocje i są wiecznie żywe. Jednym z nich są ubezpieczenia komunikacyjne. Na polskich drogach od lat przybywa pojazdów, a tym samym wypadków, stłuczek i innych zdarzeń, które skutkują ich uszkodzeniami. A że popyt rodzi podaż, to na rynku przybywa też firm ubezpieczeniowych.

Prześcigają się w reklamach, lukratywnych ofertach i bonusach, tylko po to, aby ściągnąć do siebie jak największą ilość klientów, a potem ich u siebie zatrzymać. To oczywiście sytuacja korzystna dla konsumentów, bowiem każdy z nas szuka jak najtańszego ubezpieczenia komunikacyjnego, a im większe zagęszczenie firm, tym niższe ceny. Ale to tylko jedna strona medalu, na której korzystamy w przypadku wieloletniej, bezkolizyjnej historii ubezpieczeniowej. Kiedy już pojawia się nawet drobna stłuczka, pojawiają się też problemy z odszkodowaniem.

Szkoda komunikacyjna i co dalej?

Nie dość, że już samo zdarzenie dostarcza nam stresu to dodatkowo mamy w perspektywie przepychanki z ubezpieczycielem. Czasem można odnieść wrażenie, że pracownicy firm ubezpieczeniowych przechodzą specjalne szkolenia ze zniechęcania klientów do dochodzenia swoich praw. Często już samo zgłoszenie szkody wymaga dużych pokładów cierpliwości. Trzeba podać mnóstwo danych, chociaż firma ubezpieczeniowa ma je wszystkie u siebie w bazie.

Potem należy spokojnie czekać na nadanie numeru szkody, a wreszcie na kontakt rzeczoznawcy. Co ciekawe, coraz częściej firmy ubezpieczeniowe stosują praktykę zdalnego oceniania rozmiaru szkody na podstawie zdjęć wykonanych przez klienta. A co potem? Potem pojawia się on, długo oczekiwany kosztorys, zawierający wyliczoną kwotę odszkodowania.

Niekorzystny, zaniżony kosztorys

Wyniki, które opublikował Fundusz Odszkodowań Komunikacyjnych mogą nieco przerażać. Wynika z niego, że aż 92% odszkodowań OC i AC jest zaniżanych. Mało tego, wokół tej praktyki skupiają się dodatkowo inne działania, które można spokojnie nazwać nieetycznymi. To przede wszystkim zmuszanie klientów do wykonywania i przesyłania zdjęć szkody, co powinno być obowiązkiem rzeczoznawcy. To także wymuszanie na poszkodowanych podania numeru konta i wyrażenia zgody na wypłatę tzw. kwoty bezspornej odszkodowania. Taka zagrywka psychologiczna sprawia, że część osób zwyczajnie cieszy się z przelewu i nie dochodzi potem swoich praw. Tymczasem kwota ta z reguły nie wystarczy na rzetelne doprowadzenie pojazdu do stanu sprzed zdarzenia, chyba, że u znajomego, który tanio policzy za usługę a części kupi z rabatami, które wypracował u stałego dostawcy.

I na koniec, taki zaniżony kosztorys to zawsze kalkulacja odszkodowania OC i AC wykonana na podstawie najtańszych zamienników wszelkich części. Zawiera także głodowe stawki roboczogodzin, które nie są już od dawna stosowane w żadnym warsztacie. To tylko wycinek nadużyć, których dopuszczają się firmy oferujące ubezpieczenia komunikacyjne, paleta możliwości jest o wiele większa. Oczywiście, trudno przedstawić im te zarzuty, bowiem każda z firm twierdzi, że są to wstępne wyceny, które podlegają negocjacjom. Problem w tym, że nie każdy wie jak to zrobić.

Jak dochodzić swoich praw?

Poszkodowany może po prostu oddać pojazd do naprawy do autoryzowanego serwisu, który sobie już sam poradzi z ubezpieczycielem. To najprostszy sposób w sytuacji, kiedy nie chcemy na odszkodowaniu OC i AC zarobić, a po prostu mieć samochód w nienagannym stanie.

W przypadku, kiedy chcemy naprawić pojazd we własnym zakresie, ale kosztorys i tak jest zbyt niski, aby zakupić pełnowartościowe części, możemy na własną rękę zlecić wykonanie ekspertyzy przez niezależnego rzeczoznawcę i oddać sprawę do sądu. Trzeba jednak liczyć się z kosztami i uzbroić się w cierpliwość, bowiem takie sprawy mogą ciągnąć się od 12-20 miesięcy.14

Mieszkanie z hipoteką<<

About the author : doradcafinansowy

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.